Pierwszy tydzień - syn płakał przy drzwiach, dwa dni nie chciał jeść, w domu się przytulał jak lemur. Drugi tydzień łatwiej, ale wciąż ten 'moment rozstania' jak coś mu wyrywa serce. Trzeci tydzień - już nie patrzy jak wychodzę. Czwarty - sam podaje rączkę pani od wejścia.
Co nam pomogło: maskotka z domu (ma przy sobie podczas snu), zdjęcie mamy w plecaczku, krótkie pożegnania bez przedłużania (2-3 sekundy, mocny przytul i wyjście), telefon do żłobka pierwszego tygodnia gdy nie wytrzymywałam (zawsze mówili 'już się bawi').
Nie pomogło: targowanie się ('jeszcze 5 minutek'), przekupywanie batonikiem na wejście, ciche wyjście bez pożegnania (najgorsze - dziecko traci zaufanie). Jak Wy przeszliście pierwsze tygodnie?
Co nam pomogło: maskotka z domu (ma przy sobie podczas snu), zdjęcie mamy w plecaczku, krótkie pożegnania bez przedłużania (2-3 sekundy, mocny przytul i wyjście), telefon do żłobka pierwszego tygodnia gdy nie wytrzymywałam (zawsze mówili 'już się bawi').
Nie pomogło: targowanie się ('jeszcze 5 minutek'), przekupywanie batonikiem na wejście, ciche wyjście bez pożegnania (najgorsze - dziecko traci zaufanie). Jak Wy przeszliście pierwsze tygodnie?


